Pierwsza praca

  

Wracam do chronologii w moich opowieściach akurat w czasie, kiedy kończą się wakacje. Wracamy do pracy. A że każdy kiedyś ją rozpoczynał więc…

   Wychodząc z wojska miałem zupełny misz-masz w głowie jeśli chodzi o pracę i miejsce, gdzie mógłbym się osiedlić. Bilet powrotny z wojska zawiódł mnie do Bydgoszczy. Nie udała mi się jednak ta wizyta przynajmniej na tyle, aby z Bydgoszczą wiązać przyszłość. Po upływie jednej doby postanowiłem wracać do domu w Bogorii.
Był październik 1969 r. Pierwsze miesiące cieszyłem się wolnością i aby darmo nie jeść ojcowskiego chleba, pomagałem Rodzicom w piekarni. Tato nie widział we mnie dobrego kandydata na piekarza, bo źle znosiłem gorąco, jakie tam panowało. Pociłem się niemiłosiernie. Brat Jurek mieszkał w tym czasie z żoną Danutą i córką Jolą w Rytwianach. Pracował w ZMS w Staszowie i stąd miał kontakty mogące zaowocować propozycją pracy dla mnie. Decyzja, aby coś zacząć robić zapadła dość szybko, bo pamiętam, że trochę trwało to załatwianie, ale wreszcie 16 lutego 1970 r. podjąłem pierwszą pracę w Powiatowym Związku Gminnych Spółdzielni „Samopomoc Chłopska” w Staszowie.
Przyjęto mnie na trzymiesięczny okres próbny, na stanowisko referenta do spraw produkcji. Podlegały mi w pewnym zakresie piekarnie i masarnie spółdzielcze w 11 gminnych spółdzielniach powiatu staszowskiego. Mój szef, wiceprezes d/s produkcji, zaprowadził mnie do pokoju, gdzie stały 4 biurka, przedstawił pracującym tam dwóm paniom i jednemu panu i pozostawił zielonego zupełnie nowicjusza swojemu losowi. Po godzinie otrzymałem już do załatwienia pocztę, a w niej jakieś rozdzielniki surowców do produkcji, które trzeba było rozpisać do tych 11 spółdzielni. Rozpisywanie odbywało się poprzez przepisanie treści pisma na maszynie do pisania przez kalkę na tzw. papier przebitkowy. To, że maszyna mogła i to przy waleniu z dużą siłą w klawisze skutecznie zapisać tekst w 5 egzemplarzach zmuszało mnie do przepisywania każdego pisma trzykrotnie. Fakt, że musiałem wyszukiwać klawisze i dziobać jednym palcem sprawiał, że to pisanie zajmowało mi sporo czasu. Ponieważ „ćwiczenie czyni mistrza” – po pewnym czasie było mi już łatwiej wykonywać tę pracę. Nie to jednak było dla mnie problemem.
Po trzech próbnych miesiącach miałem być już zatrudniony na czas nieograniczony. Minęło 6 miesięcy, w czasie których przydzielono mi do obsługi dodatkowo obowiązki jeszcze dwóch współpracowników, a szefowie ani myśleli spełnić danej na piśmie obietnicy. Ponieważ był to czas podejmowania decyzji o założeniu rodziny, musiałem odbyć męską rozmowę ze swoim naczelnym prezesem. Tak też i zrobiłem.
Minął okres próbny, mówię. Sprawdziłem się, bo swoje obowiązki wykonuję bez zastrzeżeń, a dodatkowo wykonuję jeszcze bez przydziału inne rozległe obowiązki, a podwyżki jak nie było, tak nie ma. Mam się żenić, a z takimi zarobkami jak moje nie można nawet marzyć o usamodzielnieniu się. Szef się „rozindorzył”.
Jak pan śmie żądać podwyżki! Zapis w umowie o 3 miesiącach nie jest obowiązujący. Ma pan pracę, to niech pan ją szanuje. To my będziemy myśleć o waszych zarobkach, a nie wy będziecie się o nie upominać. Proszę wracać do pracy!
Wróciłem do swojego pokoju wyprowadzony z równowagi. Pani zza biurka naprzeciw wypytywała mnie o przebieg rozmowy. Opowiedziałem jej całą tę awanturę nie zważając na pracującego w naszym pokoju lustratora, który tylko z tej racji, że było tam wolne biurko pisał sobie jakieś protokoły pokontrolne. Zainteresował się moim problemem. Na poważnie zapytał:
Czy dla spełnienia swoich oczekiwań byłby pan gotów zmienić pracę?
Lustrator Trela przypatrywał mi się od pewnego czasu i widocznie uznał, że nadawałbym się do pracy, jaką on wykonywał. Rozważyłem propozycję i po porozumieniu z Elą, odpowiedziałem mu twierdząco. Umówił mnie na rozmowę kwalifikacyjną do swojego szefa rezydującego w Radomiu.

   Czy poznajecie Państwo w mojej opowieści początki swojej kariery zawodowej? Myślę, że to jest problem ponadczasowy. Zawsze możemy zapytać:
Dlaczego właśnie tam trafiłem? Dlaczego nie spotkałem kogoś, kto pomógłby nam w początkach pracy? Pociągnął za sobą? Wypromował?
Te pytania można mnożyć. O dalszym przebiegu mojej kariery napiszę już wkrótce.

Jedna uwaga do wpisu “Pierwsza praca

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.