Genealogia – czyli skąd nasz ród ?

W czasie pobytu u Małgosi w Chicago uczestniczyłem w jej życiu domowym, ale nie tylko, bo również w jej życiu zawodowym. Pracowałem jako wolontariusz w bibliotece, której ona szefuje. Istnieje tam Towarzystwo Genealogiczne, którego członkowie jako wolontariusze oczywiście, wychodząc naprzeciw zapotrzebowaniu w tej szczególnej dziedzinie wiedzy, jaką jest wiedza o swoich przodkach, udzielają zainteresowanym Amerykanom polskiego pochodzenia informacji o ich przodkach. Istnieje obecnie duże i stale rosnące zainteresowanie historią  swoich przodków. Nie tylko w USA Kilkanaście lat temu do Urzędu Gminy w Bogorii, nadszedł z USA właśnie list od pewnego Amerykanina o pochodzeniu żydowskim z prośbą o udzielenie informacji o członkach jego rodziny mieszkającej przed wojną w Bogorii. Do listu dołączony był wykaz kilkudziesięciu osób o podanym stopniu pokrewieństwa, urodzonych na przestrzeni większej niż ostatnie sto lat. Ze względu na użyty w liście język angielski, poproszono moją żonę o przetłumaczenie listu i zaproponowanie odpowiedzi. Zaangażowałem się osobiście w załatwienie prośby nadawcy. Odwiedziłem Urząd Stanu Cywilnego w Bogorii, gdzie jego ówczesny kierownik, pani J.B. uświadomiła mi jakie to trudne zadanie wobec faktu, że obywatele polscy żydowskiego pochodzenia często nie przestrzegali obowiązującego prawa i zgłaszali narodziny swoich dzieci w Urzędzie Gminy w Wiśniowej często dopiero po latach, myląc przy tym daty, czy imiona. Przeszukaliśmy „Księgi stuletnie” w poszukiwaniu brakujących dat urodzin i innych danych. Niewiele udało mi się znaleźć. Po dane z bardziej odległych lat należało się udać do Archiwum Państwowego w Sandomierzu, dokąd odsyła się dokumenty starsze niż stuletnie. Zainteresowanie tematem poszerzyło moją wiedzę o tamtym okresie. Rozmawiałem o Żydach bogoryjskich z moim Ojcem urodzonym w 1906 r, a więc znającym realia przedwojennej Bogorii. Nazwiska z listy nic Mu nie mówiły, być może dlatego, że wyjechali oni wcześniej lub żyli gdzieś poza nurtem spraw, z którymi miał styczność mój Tato. Wspominał znajomych ze szkoły, właścicieli domów w Rynku, sklepikarzy, piekarzy i innych rzemieślników jako dobrych i przyzwoitych ludzi. Nie dzielił ich na „my i oni”. Najbardziej wstrząsnęła mną opowieść o Żydach szukających schronienia dla swych dzieci w polskich rodzinach, w czasie gdy gruchnęła wieść o zamiarach ludobójstwa prowadzonego na nich przez Niemców. Mój Tato też przeszedł taką próbę. Musiał odmówić jakiemuś ojcu przyjęcia jako własne jego dziecka – dziewczynki, która „nie miała wyraźnie semickich rysów i umiała po polsku pacierz”. Mój Tato dopiero co założył własną rodzinę i mieszkał w takim zagęszczeniu, w jakie dzisiaj trudno byłoby komuś uwierzyć. Poruszyła mnie ta dramatyczna prośba i taka właśnie odpowiedź jakiej udzielił w okrutnych czasach wojny. Nie chciałbym nigdy w życiu musieć decydować w podobnej sprawie.
Czytając znacznie później Zdążyć przed Panem Bogiem Hanny Krall, zrozumiałem znacznie więcej z dramatyzmu tamtych czasów.  Żydów bogoryjskich, tak jak wszystkich innych z powiatu, spędzono do staszowskiego getta, położonego w zachodniej części miasta. To rejon od kanału młyńskiego, po ul. Stodolną, Gęsią(obecna ul. Długa), Świerczewskiego, Szkolną. Centrum tego rejonu stanowiła Synagoga stojąca tam, gdzie jest dzisiaj siedziba Starostwa Powiatowego.To na jej gruzach powojenna władza wybudowała biurowiec Komitetu Powiatowego PZPR, licząc na zatarcie wszelkich śladów tamtej nacji i jej kultury.
Po upadku PZPR budynek dostał się Starostwu.

  Wracam jednak do mojej opowieści. Mieszkańców getta staszowskiego – gdy przyszedł czas, popędzono w zwartej kolumnie, pieszo, drogą do Buska Zdroju, obficie znaczoną trupami. Tam zostali załadowani do wagonów i odwieziono ich w wiadomym kierunku.
W czasie, gdy zajmowałem się niecodzienna prośbą Amerykanina, w Staszowskim Towarzystwie Kulturalnym wydano książkę na ten temat. Ponieważ było to wydanie w dwóch językach – polskim i angielskim – zapakowałem tę książkę i wraz z wyjaśnieniami jakie zdobyłem, wysłałem ją do nadawcy prośby o informacje do drzewa genealogicznego jego żydowskiej rodziny z Bogorii (tato) i Klimontowa (mama). On jak to wynikało z listu, dowiedział się o tym, co przeżył jego ojciec i krewni dopiero u schyłku życia ojca, w latach 80. Ojciec przez kilkadziesiąt lat taił to w sobie nie chcąc burzyć szczęśliwego dzieciństwa syna. Syn jednak odczuwał potrzebę wyjaśnienia  okoliczności oraz odtworzenia historii życia członków swojej rodziny i podjął starania, których część tu opisałem. Do mnie już więcej nie napisał.

Jaka nauka płynęła dla mnie z tej historii? Zrozumiałem, że trzeba i że warto ustalić ważniejsze szczegóły z życia naszych przodków, aby ocalić je od zapomnienia. Sam wypytywałem mojego Ojca o szczegóły z Jego życia, z życia Jego rodzeństwa i rodziców, a moich dziadków. W ciągłości pokoleń warto mieć jakąś wiedzę o genach, jakie przekazali nam nasi przodkowie. Nie jesteśmy znikąd, my jesteśmy z nich.
To, co udało mi się ustalić i zapamiętać opowiem Wam wkrótce, aby w ten sposób ocalić od zapomnienia tę wiedzę i aby było co przekazać Waszym dzieciom i wnukom. Czytelników spoza rodziny chciałbym natchnąć tym pomysłem i przekonać, że warto zrobić to samo.

Jedna uwaga do wpisu “Genealogia – czyli skąd nasz ród ?

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.