Mama

Słowo „mama” powstało prawdopodobnie z mruczenia jakiegoś. Gdy maluch postanowił nagle rozłączyć wargi, usłyszał dźwięk „ma”. Ucieszony tym faktem spróbował zrobić to jeszcze raz. Drugie „ma” nadało wielkie znaczenie i sens odkryciu, bo wywołało uśmiech a nawet zachwyt pani pochylającej się nad łóżeczkiem. To taka moja, wymyślona teraz na użytek nowej opowieści hipoteza dotycząca etymologii słowa „mama”.
Faktem jest, że niezależnie od rasy, kultury, wyznania, stanu majątkowego i czego tam jeszcze różniącego ludzi, „matka” oznacza to samo. To jej głównie zawdzięczamy wszystko, co się nam udało osiągnąć w życiu. To nie tylko udział w cudzie przekazania życia, ale przede wszystkim podtrzymanie tego życia, często w dramatycznie przeżywanych chorobach i innych przypadkach wieku dziecięcego i nadanie mu sensu przez wychowanie.
Niedawno zmarły, Wielki Człowiek – Józef Szajna, w wywiadzie udzielonym mojej Małgosi powiedział, że polska matka tym różni się od matek z innych państw, że nie czuje się zwolniona ze swojej misji aż do śmierci. Nie tylko przygotowuje do samodzielnego życia swoje dzieci i wnuki, a nawet bywa, że i prawnuki, ale je przez życie prowadzi. Wielu z nas nosi w sobie ogromne pokłady miłości i wdzięczności do swoich matek ale… tak jakoś wychodzi, że nie ma okazji, aby im o tym powiedzieć. Bywa, że nie da się tego już zrobić, bo już odeszły. 
Moja Mama, w czasie gdy już wyszedłem z okresu „burzy i naporu”, była dla mnie wszystkim, co nasuwa się na myśl przy wypowiadaniu słowa DOM. Od czasu wyjazdu „do szkół”, w wieku 15 lat mój kontakt z domem to były listy tytułowane Kochani Rodzice, a pisane w istocie do Mamy. Pisała piękne, mądre listy. Pełne ciepła i zrozumienia oraz wskazówek życiowych. Pisaliśmy do siebie przez czas szkoły, wojska, a później również w czasie dwu i półrocznego pobytu w Chicago.
Żałuję, że nie udało się zachować wszystkich Jej listów. Była bardzo dobra i ciepła dla nas, ale i dla innych krewnych i znajomych, o czym mówili przy różnych okazjach. Zawsze ograniczała się w zaspokajaniu swoich potrzeb do minimum, aby lepiej zaspokajać potrzeby rodziny. Postępowała tak, jakby obawiała się  by sobą nie robić nikomu kłopotu. Swoją rolę w domu traktowała jak misję, rodzaj swoistego poświęcenia dla dobra nas wszystkich. W milczeniu wykonywała zwykłe, babskie, domowe czynności. Po wspólnej z Ojcem pracy w polu, czy później przez całe lata w piekarni, jaką wspólnie prowadzili, On mógł położyć się w ciągu dnia, aby odpocząć (był o 14 lat starszy) a Ona nie. Musiała sprzedawać pieczywo i wykonywać równocześnie w przyległej kuchni resztę swoich obowiązków. Tato był dumny z posiadanej krowy i chwalił się, jakie rekordowe ilości mleka od niej sprzedaje, ale to mleko wydoić musiała Mama. A przecież nie tylko dojenie zajmowało Jej czas i wyczerpywało siły.
Zawsze w domu „grało” radio. Pierwszy program Polskiego Radia, gazety z „Przyjaciółką” na czele i sporadycznie czytane książki były jakby rekompensatą za całą tę mozolną prozę życia. Dawały wytchnienie i pozwalały wzlecieć, oderwać się od wszystkiego, pomarzyć. Gdy zachorowała na chorobę nowotworową, zbagatelizowała pierwsze objawy i jak się okazało, zbyt późno wyjawiła to córce Ani. Operacja, a później wielokrotna chemoterapia i radioterapia nie zdołały cofnąć choroby. Cierpiała w pokorze i nie użalała się nad Sobą. Jeśli już o czymś mówiła, to w jakimś poczuciu winy, że Ona przez tę chorobę jest dla nas ciężarem. Powiadają: „jedna bieda nie dokuczy”. Fakt. W czasie pogarszającego się stanu zdrowia, przyszło Jej przeżyć jeszcze wielką tragedię, jaką była nagła śmierć 45-letniego wtedy syna Jurka, który w piekarni za ścianą ich sypialni upadł i skończył życie. To cisza za ścianą kazała Tacie sprawdzić, dlaczego nie słychać zwyczajnych w tym czasie odgłosów jego pracy. Znalazł Go już zimnego, leżącego w pracowni. Upadł, zanim rozpoczął produkcję kolejnej partii chleba. Była 7 rano, 30 grudnia 1989 roku – tuż przed Sylwestrem. Klienci nie doczekali się zamówionego na ten wyjątkowy dzień chleba. Ciężkie doświadczenie dla nas wszystkich, dla Niej było szczególnie ciężkie. Mamusi przypadło przeżyć śmierć trzeciego dziecka i to w czasie, gdy Sama gasła, a on młody – okaz zdrowia, mógł żyć jeszcze długo.

Mama przez ostatnie miesiące życia mieszkała u córki, gdyż tylko takie rozwiązanie pozwalało zapewnić Jej odpowiednia opiekę. To u Niej, a nie przy boku męża szukała wsparcia nie tylko dla słabnącego ciała, ale i dla wrażliwej duszy. Przez czas choroby Mamy, licznych wyjazdów do szpitali Kielc, Krakowa, a później do domu Ani w Staszowie nasiliły się, wcześniej dość luźne, moje kontakty z Siostrą. Odkrywałem Ją na nowo i poznawałem Jej relacje z Mamą i życie całej Jej rodziny zaangażowanej bez reszty w działania podyktowane tą wyjątkowa sytuacją.
Mamusia odeszła  9 grudnia 1991 roku, cichutko tak jak żyła, we śnie wywołanym lekami uśmierzającymi ból.
Przeżycia – przyznaję smutne, wniosły wiele do naszego – mojego życia. Dla mnie to była ważna nauka. Odkrywałem Mamę na nowo. Już jako dorosły człowiek, który to i owo przeżył i doświadczył na własnej skórze. Z tego okresu pochodzi mój wizerunek Mamy, który tu staram się nakreślić. Nie obraz jakiejś filmowej czy powieściowej Matki, wydumanej przez jakiegoś zdolnego pisarza, ale mojej własnej, której poczynania analizowałem scena po scenie, przez wiele lat. Odkryłem również na nowo Ojca. Niestety z bólem uświadomiłem sobie, że Jego postawa w obliczu choroby Mamy, a nawet Jej śmierci była bardzo odległa od moich poglądów na rolę ojca i męża w rodzinie. Nie przeszkodziło mi to jednak opiekować się Nim, w ostatnich latach Jego życia. Poznałem też moją Siostrę w działaniu, skupioną (wraz ze Swoją rodziną) bez reszty na zapewnieniu Mamie właściwej opieki lekarskiej i domowej. Poznałem i doceniłem wreszcie swoją żonę, która w każdym słowie i działaniu stała przy mnie i wspomagała nas w tych trudnych czasach.

Wisława Szymborska w jednym ze swoich utworów powiedziała: „tyle wiemy o sobie, ile nas sprawdzono”. Uważam, że wszyscy bohaterowie tej opowieści sprawdzili się w działaniu. A Mama najbardziej!

Czy nie będzie przesytem, jeśli zacytuję jeszcze na koniec ks. Twardowskiego? Jego znane wszystkim słowa: „Spieszmy się kochać ludzi, tak szybko odchodzą…”

14 uwag do wpisu “Mama

  1. m_kot@autograf.pl pisze:

    Płakałam bardzo wczytując się w historię Babci Marysi. Nasze życia się zbiegają. Pamiętam Ją jako dobrą duszę, ocieplenie Dziadka Zimka, Jego wytłumaczenie. Pamiętam kruszonkę, którą nam zostawiała, chleby odłożone pod ladą, dzwonek nad drzwiami, który obwieszczał przybycie klientów do piekarni (wisi nad moim kominkiem), zapach piekarni, kojący chlebem, którego szukam w każdym odwiedzanym miejscu i który kojarzy mi się z dzieciństwem. Pamiętam Jej kolana i sukienki w rzucik i buty i cichą służbę.Żółte filiżanki i misterne kieliszki z cienkiego szkła, piękniejsze od kryształowych. Cukiernicę różową, którą tu mam i młynek do kawy, który oczyściłeś i też stoi w mojej kuchni. Gdy urodził mi się Tomik – stwierdziłam jego podobieństwo właśnie do Niej. Mamy wszyscy takie same usta – Babcia, Ciocia Ania, Ty, ja, Łukasz i Tomik i coś podobnego w brodach. Wiele osób mówi mi, że przypominam im Marysię Zimkową. To zaszczyt. Dziękuję za ten post.

    Polubione przez 1 osoba

  2. ~ewa wątroba pisze:

    Piękne wspomnienia… choć smutne. Oby każdy miał w sercu tyle ciepła i miłości dla swojej Mamy, a myślę, że każdy ma za co jej dziękować – za życie, nieprzespane noce – gdy próbuje ukoić kwilące maleństwo i znacznie później, gdy roztrzęsiona czeka do późnych godzin na zbuntowane dziecię, za zrozumienie, cierpliwość, pomoc i dobre słowo w chwilach, gdy się tego najbardziej potrzebuje. Wspaniała lektura, Wuju

    Polubione przez 1 osoba

  3. ~Zdzisiek pisze:

    Dziękuję bardzo za piękne,czułe i wzruszające opowiadanie o Twojej Mamusi a mojej Cioci Przyszły mi do głowy wspomienia o mojej Mamusi Powinniśmy o tym pamiętac że Mame i Ojczyzne mamy jedną Zdzisiek

    Polubione przez 1 osoba

  4. ~Tatul pisze:

    Serdecznie dziękuję za miłe komentarze. To pewnie dlatego, że tamat jest każdemu tak bliski jak mnie. To miało byc refleksyjne ale nie całkiem smutne. Planowałem zakończyc całośc cytatem z piosenki W. Młynarskiego. Zrobię to teraz.”Nie ma jak u Mamy”Ona jedna dostrzegaław durnym świecie jakiś ład,własną piersią dokarmiała,oczy mlekiem zalewała.Wychowała, jak umiała,a gdy wyjrzał już człek na świat,wziął swój los w dłonie dwiei nie w głowie mu było,że Nie ma jak u mamy, ciepły piec, cichy kąt, nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, robi błąd. Nie ma jak u mamy, cichy kąt, ciepły piec, nie ma jak u mamy, kto nie wierzy, jego rzecz… To takie dopowiedzenie. Pozdrawiam.

    Polubienie

  5. Ultra pisze:

    Większość mam jest takich oddanych, ciepłych, opiekuńczych z bezwarunkową miłością dla swoich dzieci. Pomagają finansowo, rzeczowo, wychowują i opiekują się wnukami. Jedna z moich znajomych twierdzi, że nie zamierza pomagać młodym, jej wybór, ale pozbawiać się kontaktu z wnukami jest dziwny. Ciepło i mądrość mam i babć pamięta się przez całe życie. Najlepiej oddaje to ta notka, wspaniale oddająca wdzięczność za serce matki.
    Serdeczności zasyłam

    Polubione przez 1 osoba

    • Ja mam świadomość tego, że nie wszystkie matki są takie jak piszesz we wstępie. Jestem szczęśliwy z tego że moja taka była i dlatego miałem z nią tak bliskie relacje. Stąd potrzeba dania świadectwa Jej postaci

      Polubienie

  6. Matka i Dom przez nią stworzony, ma wpływ na całe nasze życie. Najpierw, spokojne, bezpieczne dzieciństwo, potem wzorce które lepią z dziecka dorosłego człowieka. Dom to fundament, opoka, kiedy jest mocny, w dorosłym życiu jest lżej, łatwiej pokonuje się przeciwności losu.
    Podobnie, jak Ty Tatulu, wszystko co dobre w moich wspomnieniach z dzieciństwa, wiąże się z Mamą. Ojciec, rolnik był dobrym, pracowitym człowiekiem, ale mało miał czasu dla pięciorga dzieci. Mama pokazywała nam świat, uczyła, upominała, chodziła na wywiadówki. W wakacje, zabierała do Poznania, do palmiarni, zoo, kina. Już jako małe dzieci znaliśmy duże miasto. Z rozmów z koleżankami wiedziałam, że tylko my mieliśmy możliwość poznać świat dalej, niż nasze miejsce zamieszkania. Ciepły chleb, upieczony przez Mamę, stosy pączków na różne okazje, wielkie świąteczne torty, dżem wylizywany ze słoika i obgryzany głąb przy stolnicy, na której szatkowała kapustę. Takie drobiazgi, ważne, bez których cudowne dzieciństwo nie może istnieć.
    Pozdrawiam Tatulu:)

    Polubione przez 1 osoba

Skomentuj

Proszę zalogować się jedną z tych metod aby dodawać swoje komentarze:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.